roverki.pl
Użytkownik:
Hasło:

Opis najstarszego Land Rovera w Polsce !!! Drukuj Udostępnij na swojej tablicy!
Dodany przez Mayson   
sobota, 06 kwietnia 2002 01:48

W biurach konstrukcyjnych angielskiego Rovera opracowano w latach powojennych projekt uniwersalnego pojazdu terenowego. Pora na spotkanie z "żywym" samochodem z 1952 roku.

Niesłabnąca popularność sprawiła, że i Polsce stał się Land Rover obiektem szczególnego zainteresowania kolekcjonerów-szaleńców. Do miłośników tego terenowego wehikułu należy pan Konrad Majkowski, właściciel bodaj najstarszego w kraju modelu Land Rovera.

(Zdjęcia tego egzemplarza zobaczysz TU Niedługo postaram się wrzucić jeszcze 3 zdjęcia. -Mayson)

"Jako młodego człowieka pasjonowały mnie dalekie podróże i szalone wypady w Polskę. Odkąd pamiętam, moim marzeniem było przeżyć wielką wyprawę do serca Afryki właśnie na czterech kołach Land Rovera. I pewnego dnia natknąłem się na auto o dziwnie znajomych kształtach. Otóż był to Land Rover model 80, który po miesięcznych negocjacjach trafił w moje ręce. Zanim do tego doszło, należało przygotować rodzinę na utratę użytkowego Renault 4 (furgon) w zamian za coś, co komfortem jazdy plasuje się pomiędzy ciągnikiem a wąskotorówką. Nie było to łatwe zadanie.

Land Rover trafił do mnie w pełni sprawny technicznie, musiałem jednak doprowadzić go do tzw. stanu czystości weterańskiej. Dostępne dokumenty fabryki pozwoliły określić rok jego produkcji na 1952, ale jednocześnie okazało się, że mnóstwo części pochodzi z lat następnych aż do 1956 roku, kiedy to trafił do Polski. Auto jest napędzane 50-konnym silnikiem o pojemności 1959 cm3 i może osiągnąć prędkość maksymalną 100 km/h. Jednak już przy osiemdziesięciu niegroźne, ale widowiskowe wibracje przedniego zawieszenia wzbudzają przerażenie u przechodniów.

Nadzwyczaj niską masę zawdzięcza samochód aluminiowej karoserii. Technologię produkcji i obróbki tego metalu opracowali inżynierowie Rovera, wykorzystując doświadczenie zdobyte podczas wojny. Fabryka produkowała wówczas elementy dla potrzeb lotnictwa. Posiadany przeze mnie egzemplarz pochodzi z krótkiej serii z zewnętrznymi klamkami. W pierwszych modelach przez zasłonięte brezentem wycięcia w drzwiach wkładało się dłoń i otwierało drzwi od środka. Same drzwi łatwo się demontuje, a pod prawym siedzeniem znajduje się zbiornik paliwa ze sprytnym elementem zastępującym lejek.

Instalacja chłodzenia wyklucza "zagotowanie się" silnika i tym samym konieczność zamontowania czujnika kontroli temperatury wody! W całym aucie nie znajdziemy ani jednego cięgna, a tylko solidne sztywne popychacze. Specjalne parciane pasy ograniczają duży (możliwy do osiągnięcia) kąt skrzyżowania osi, co zabezpiecza podwozie przed poczynaniami kierowców mniej wprawnych w jeździe terenowej. Ponadto załączany na przednią oś napęd, znaczny moment napędowy osiągany przy niskich obrotach silnika, mały rozstaw osi i wysokie zawieszenie - ułatwiają poruszanie się w terenie.

Co ciekawe, zamontowany na aparacie zapłonowym "octane selector" pozwala regulować liczbę oktanową paliwa o jedną działkę w górę i aż pięć w dół, przy optymalnym położeniu przewidzianym dla paliwa 80-oktanowego! Zużycie wynosiło, i nie uległo dotąd zmianie, 12 l/100 km przy włączonym napędzie na cztery koła.

Do szczególnych sukcesów zaliczyć mogę przejechanie bez najmniejszej usterki 8000 kilometrów podczas wakacyjnej wyprawy z rodziną! Dopiero na jednym z rajdów padły w silniku Land Rovera dwa cylindry (wytarł się pod nimi wałek rozrządu), dlatego też w dowód uznania dla jego dzielności ustawiłem go minionej zimy na puszystym dywaniku.

W tym roku pragnę wziąć udział w Rajdzie ROUTE 66. Do niedawna był to problem spędzający mi sen z powiek. Realia, w jakich żyjemy, nie sprzyjają fundowaniu sobie aż tak kosztownych dwumiesięcznych wakacji. Samo wpisowe wynosi kilka milionów, a suma ta jedynie rezerwuje miejsce dla samochodu i jego załogi. Całkowity koszt wyprawy -12 000 DM -mogłoby ponieść zaledwie kilku spośród polskich miłośników i kolekcjonerów pojazdów zabytkowych.

Jedynym wyjściem jest znalezienie bogatego, zainteresowanego reklamą za oceanem, sponsora. Mnie udało się go zdobyć! Przedsiębiorstwo PLL "LOT" zdecydowało się wymalować duże niebieskie napisy "LOT" po obu stronach mojego Land Rovera. W tej "nowej szacie" pojawię się już na krajowych imprezach poprzedzających amerykański rajd. Na zakończenie wypada mi jeszcze wspomnieć, iż w liczącej 200 aut ekipie Europy i wśród tyluż samochodów z terenów Stanów Zjednoczonych mój Land Rover będzie jedynym (!) reprezentantem angielskiego koncernu, który tuż po wojnie chciał produkować trochę inne ciągniki rolnicze".

Motomagazyn nr 4/93